Pracujemy więcej, szybciej, mocniej.
Chcemy dać dzieciom to, czego sami może nie mieliśmy.
Lepsze buty. Lepszy rower. Wakacje raz do roku.
Ale w tej pogoni często gubimy coś, czego nie da się odkupić.
Czas.
Ten zwykły, codzienny. Taki, który przecieka między palcami.
Dzieci nie pamiętają, ile zarabialiśmy.
Nie pamiętają, czy mieli najnowszą zabawkę.
Ale pamiętają, czy ktoś z nimi był.
Czy był czas na bajkę, przytulenie, rozmowę o niczym.
Czy był ktoś, kto słuchał, patrzył w oczy, śmiał się razem.
Nie chodzi o to, by zrezygnować z pracy i obowiązków.
Ale warto się czasem zatrzymać i zadać sobie pytanie:
Czy żyję, czy tylko zaliczam dni?
Czy jestem dla mojego dziecka – naprawdę?
Bo dzieci nie będą dziećmi wiecznie.
Czas nie poczeka, aż skończysz projekt, ogarniesz rachunki czy „w końcu znajdziesz chwilę”.
Ich dzieciństwo jest tu i teraz.
I tylko raz.
Nie musisz dawać wszystkiego.
Wystarczy, że dasz siebie.

Dołącz do dyskusji