Czasem dorosłym wydaje się, że dziecko „wyolbrzymia”, „przesadza” albo „robi sceny bez powodu”.
A prawda jest taka, że dzieci czują wszystko mocniej.
Złość, która u dorosłego trwa chwilę – u dziecka staje się burzą.
Smutek, który my potrafimy schować – u malucha wylewa się przez oczy i ciało.
Radość? Potrafi rozświetlić cały dom jak fajerwerki.
Dziecko nie potrafi jeszcze „trzymać emocji na wodzy”.
Nie umie powiedzieć:
„Jestem sfrustrowany, bo miałem inne oczekiwania”.
Zamiast tego – rzuci zabawką, obrazi się lub zacznie płakać.
To nie niegrzeczność.
To komunikat.
To prośba o zrozumienie.
Czasem najlepsze, co możemy zrobić jako dorośli, to usiąść obok i powiedzieć:
„Widzę, że jesteś zdenerwowany. Jestem tutaj, gdy będziesz gotowy, porozmawiamy”.
Albo:
„To w porządku, że się złościsz. Każdy ma prawo się tak czuć”.
Dziecko, które czuje się rozumiane, nie potrzebuje krzyczeć tak głośno.
Dziecko, które może wyrażać emocje bez strachu, buduje wewnętrzną siłę.
Nie musimy być idealni.
Wystarczy, że będziemy wrażliwi i obecni.

Dołącz do dyskusji